Często zastanawiam się, czy tylko mi serce się kraja na widok matek stołujących się wraz z całymi rodzinami w restauracjach typu fast food? Otyłe lub prawie otyłe dzieci wbijające zęby w kanapkę, która obok pieczywa to chyba nawet nie leżała, powodują we mnie przypływ współczucia. Współczucia dla nich, a odrazy dla ich rodziców.
W dzisiejszym świecie, kiedy czas to pieniądz, wrzucamy w siebie kilogramy chemicznego jedzenia, które powoduje nie przypływ energii, ale ospałość, ociężałość, nie mówiąc już o stopniowym, powolnym wyniszczaniu organizmu.
Jemy szybko i byle jak, a wymówką jest brak: czasu, pieniędzy, pomysłu, dostępu do zdrowego jedzenia, motywacji, ochoty do tego, by to zmienić.
Z tych wszystkich powodów nie przemawia do mnie żaden. Bo najzwyczajniej w świecie, żaden z nich nie jest racjonalny.
Udowodnię Ci to.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz